Żałujesz, że nią nie jesteś z wyjątkiem chwil, gdy zapalają się stosy.

I drink you in and breath you out

Opublikowany w granice przez aife w dniu 13/11/2011

Psychoanalizuję księżyc. Siebie przez niego. Drugi dzień z rzędu odbiera mi mowę, gdy wschodzi na niebo. Pluję sobie w brodę, że nie mam aparatu pod ręką, choć nie wiem, czy jego piękna nie opisałby lepiej dotyk drugiej dłoni. Sięgam po nią bezczelnie i głaszczę kciukiem przegub i nadgarstek. Rozrysowuję historię, spisując wnioski. Zahipnotyzowana pięknem melancholijnej kuli wypowiadam niemo diagnozę. Splatam palce i czekam na koniec świata. Zwężone źrenice, przez wargi przemknął uśmiech. Czuję jak mgła oblepia moje policzki, obejmuje czule niewidzialnymi dłońmi. Woła gdzieś, chce zabrać wszystkie troski, przyciąga i nęci. Chłód burzy wszystko. Budynek, który zabrał księżyc psuje wszystko. Patrzę na swoją dłoń, leży bezwładnie na płaszczu bez śladu drugiej dłoni. Znów śnisz na jawie, naiwna ruda. Samochód skręca w świat z betonowej płyty, nie ma już księżyca.

Królowa lodu

Opublikowany w granice przez aife w dniu 19/10/2011

Zepsuty prysznic każe wybierać między chłodem, a wrzątkiem. Widzę jak kabina, a potem cała łazienka, kryje się we mgle. Para wdziera się w płuca, czerwienieje skóra. Zanurzona w ogniu próbuję odrodzić się z popiołu nocy. Dzień przeszyty zimnym wiatrem. Zmarznięte dłonie muskają płomień jeżynowej świecy. Topnieje lód z opuszków, odrętwiałe myśli skrapiają się na klawiaturę. Zmęczone oczy niechętnie spoglądają w stronę oszronionej sypialni. Próbuję rozgrzać ją wiązką sztucznego słońca z nocnej lampki, która wskazuje wyobraźni szlak między literami sagi. Oszukuję rozum, zimno mi.

Come to me

Opublikowany w granice przez aife w dniu 05/10/2011

Zabić ciszę. Okiełznać hałas. Zamykam oczy. Parę głębszych wdechów, zaciśnięte pięści. Rozsadzająca energia skumulowana w czterech ścianach. Przykuta do krzesła, skrzydła spętane niewidzialną liną obowiązku. Schowane słońce, dziwny strach przed szarością. I tęsknota, chora, niezrozumiała… Po co, przecież wróci, odejdzie. Zniecierpliwienie, potrzeba, zawieszony w pyłkach kurzu erotyzm. Powietrze głaszcze skórę, stłumione światło wdziera się przez sploty ubrania. Westchnienie ulatuje przez przygryzione wargi. Wspomnienia rozplątują linę. Marzenia uwalniają.  Sen na jawie.

Otwieram oczy… pustka. Proszę, zabierz mnie na spacer.

Chaos pod zamkniętymi powiekami

Opublikowany w granice przez aife w dniu 04/10/2011

Jak smutna i samotna byłaby dusza bez demonów. Odwiedzają w snach, szturchają, wyciągają dłoń, która okazuje się moją własną. Sięgają po więcej. Szepczą do ucha, a ich słowa wychodzą przez moje usta. Tak bliskie, tak niebezpieczne, tak niezbędne do życia. Straszą po nocach, bym obudziła się z ulga, że poranek przyniósł spokój. I samotność, demony poszły spać. Zazwyczaj budzą się wieczorami, gdy słońce zmierza w dół. Głodne wyczekują księżyca i wyją ze zniecierpliwienia. Otępione pięknem gwiazd wpadają w trans, śpiewają skuteczne kołysanki dla rozumu, który posłusznie się wyłącza. Pędzą żyłami burząc moją krew. Męczą się zabierając mój oddech. Dzikość i uwolnienie. Zdeptany rozsądek, który głęboko śpi. Nieokiełznana demoniczność, bo spętana byłaby niczym. Ja i moje demony. Uzależniająca współzależność.

When The Moon Is Round And Full

Opublikowany w granice przez aife w dniu 14/09/2011

Jest coś takiego jak wschód księżyca? To znaczy wiem, że jest, tylko nie wiem, czy fachowo się to tak nazywa. Nieważne, wczoraj był jeden z najpiękniejszych wschodów księżyca jaki widziałam w życiu. Cieszyłam się, że siedzę na miejscu pasażera, bo w momencie, gdy go dostrzegłam, wylądowałabym na pierwszym możliwym drzewie. Był ogromny, przez moment zastanawiałam się, czy nie jestem bohaterką Melancholii. Pochłoną mnie całkowicie. Był nisko, za nisko. Co chwilę skrywał się, a to za drzewami, a to za domami. Mój organizm wyłączył się na inne funkcje odczuwania, zostało tylko przebijanie się wzrokiem przez zabudowania i tęsknota za magnetyzującym widokiem. Chwilę później z trudem powstrzymywałam się od biegu, by wyminąć domy, ulice, ludzi. By znaleźć się na otwartej przestrzeni, by znów go zobaczyć.

Stałam na parkingu pod marketem o nieistotnej nazwie, mijana przez ludzi z przepełnionymi reklamówkami za kilka groszy. Zahipnotyzowana. Był już mniejszy. Zdążył mi nieco uciec, ale był, cholera… nadal był przepiękny. Kiedyś pisałam o tym, dlaczego północ jest najważniejszą godziną w ciągu dnia, nie potrafię opisać, dlaczego pełnia jest najpiękniejszym obrazem za niebie, po prostu… jest. Magiczna.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 32 other followers