Żałujesz, że nią nie jesteś z wyjątkiem chwil, gdy zapalają się stosy.

Upadek humanistów

Posted in granice by aife on 04/01/2009

Zostałam dzisiaj zagięta i pogięta przez panią doktor od literatury. To, że ma imponującą wiedzę, to wiadomo, to że jest przemądrzała i nie potrafiła jej przekazać również. Nie spodziewałam się jednak, że na ostatnich zajęciach padną z jej ust słowa, które mi zaimponują, a nawet sprawią, że będę o nich rozmyślała.

Może nawet nie od niej się zaczęło, a od Stempowskiego, ten to dopiero mózgiem był. Zastanawiam się ilu jeszcze prawdziwych, pięknie językiem władających erudytów na świecie pozostało. Prawdopodobnie wielu, jednak jako bezczelna ignorantka nie zwracałam na nich uwagi. Zarówno pani doktor jak i Jerzy twierdzą, że podstawą inteligencji człowieka jest znajomość Pisma Św. i pisarzy klasycznych. Drugich liznęłam nieco dzięki filozofii, pierwsze zaś nie interesowało mnie nigdy.

Wykształcenie wyższe straciło na wartości, gdy stało się ogólnodostępne. Praktycznie nie spotkałam się z nikim w moim wieku, kto poszedł na studia, ponieważ pragnął się kształcić. Jadąc do szkoły spotkałam dziewczynę z równoległej grupy i tak jakoś temat zszedł nam na studia magisterskie. Gdy spytałam dlaczego chce zdobyć mgr przed nazwiskiem usłyszałam tylko, że przecież wszyscy go robią, a papierek nie zaszkodzi. Tacy wszyscy, to nikt.

Dla uzyskania gruntownego wykształcenia humanistycznego i stosownych dyplomów najlepszą receptą w obecnym stanie rzeczy wydaje się kilkuletni pobyt w klauzurze. Wśród książek, obłożony podręcznikami i słownikami, w wygodnym szlafroku, z dala od rozrywek, młody człowiek miałby najlepsze warunki dla szybkiego opanowania głównych dyscyplin humanistycznych. Rzeczywistość nie odbiega zasadniczo od tego ideału. Poważniejsze wykształcenie humanistyczne ma w sobie zawsze coś z kurzu bibliotek i coś z szlafroka. / J. Stempowski

Przez czas długi byłam zwolenniczką wiedzy praktycznej nad wiedzą książkową. Domyślam się, że pogląd ten wziął się zarówno z lenistwa jak i z urazu, który pozostał po lekturach szkolnych, niekoniecznie trafnych jak mój ówczesny wiek i możliwość przyswajania ‚wielkiej’ literatury. Zamiast interesować, nudzą młodych. Obecnie jednak zaczynam odczuwać nie tylko braki, ale i głód literacki. Ciekawe, czy wygra on z lenistwem i wymówką, że czasu ciągle brak – najpopularniejszą z najgłupszych.

Reklamy

Komentarzy 41

Subscribe to comments with RSS.

  1. e. said, on 04/01/2009 at 9:21 pm

    to prawda. biblioteka uczy najwięcej. wiesz, Anitko, jednak, gdy trafiasz na taki kierunek, gdzie chodzenie od biblioteki do biblioteki jest normą i codziennością, po jakimś czasie masz dość(najbardziej po sesji). Jednak, latając tak od jednej do drugiej, bądź spędzając w niej cały dzień, faktycznie, czujesz się inaczej. Czasem to tylko przelotny uśmiech, czasem coś w rodzaju zadowolenia z siebie. To bywa miłe, czasami bardzo. (oczywiście, masz też takie dni, że myślisz jedynie „po cholerę mi to?!”)
    Odnośnie tego, co napisałaś o znajomości Pisma Świętego i pisarzy klasycznych – stanowią fundament dalszego rozwoju. Pozwalają dostrzegać wiele, niekiedy nikłych, zdawałoby się na pierwszy rzut oka, w ogóle nie znaczących, nawiązań. Jednak od tego się zaczęło wszystko to, z czym mamy styczność do teraz. I, w tym całym Początku padły już wszystkie odpowiedzi na pytania, których dziś mamy mnóstwo.

  2. aife said, on 04/01/2009 at 9:39 pm

    Prawda w tezie o Piśmie Św. oraz pisarzach klasycznych jest oczywista. Można się kłócić co do skali ich wpływu na rozwój człowieka, ale nie da się zaprzeczyć, że to fundament wszelkiej wiedzy o człowieku.

    Stempowski jako młody dzieciak bardzo dużo podróżował, zmusiło go do tego przenoszenie ojca do różnych zakładów, w których był więziony. Jego matka mając trzech, a później już tylko dwóch synów nauczyła się pakować do jednej walizki. Na zajęciach padło pytanie – co spakowalibyście do tej walizki, gdybyście musieli za każdym razem, w każdym kolejnym miejscu zaczynać życie od nowa. Odpowiedź brzmiała – fotografie, pamiątki rodzinne, Pismo Św. oraz klasyków. Jak inaczej można odnaleźć swoje korzenie jak nie poprzez korzenie rodzinne, jak inaczej odnaleźć początek wiedzy o człowieku jak nie u Platona, Arystotelesa i innych klasyków?

    Myślę, że matka Jerzego wiedziała co robi, jakby nie patrzeć na tych fundamentach wyrósł wybitny człowiek, który w wieku 18lat ukończył maturę z 27przedmiotów (choć był gotowy już w wieku 13lat, jednak przez 5 musiał się starać o prawo do podejścia do egzaminu), ukończył 9 kierunków studiów, w tym medycynę w 3lata, która kiedyś trwała 7lat.

    Mało książek w życiu przeczytałam, wiem jednak, że wiele czasu przede mną i postaram się to nadrobić.

  3. aife said, on 04/01/2009 at 9:43 pm

    Swoją drogą, gdyby tak można było do biblioteki w szlafroku przychodzić… I gdyby tam jeszcze były wygodne fotele, w których można by było utonąć z lekturą. Domyślam się jednak, że można tego zasmakować, jak się w domu zbierze odpowiednią ilość literatury ;-)

  4. e. said, on 04/01/2009 at 9:55 pm

    oj, wtedy biblioteki byłyby prześwietne! ale do tego pewnie nie dojdzie… ;-)

  5. e. said, on 04/01/2009 at 9:55 pm

    a Stempowski – nieziemski człowiek

  6. aife said, on 04/01/2009 at 9:59 pm

    Tak jak pisałam już na blipie, ciekawa rzecz się stała. Stwierdziłam, że nie ma co gadać, trzeba działać i poszłam szukać lektury. Zawiedziona mało ambitną zawartością regałów zaczęłam grzebać w starych szufladach i co znalazłam? 400str. skserowany zbiór literatury powszechnej. Od Biblii, Tory, Bogów Indii, przez Homera, Ezopa, Sofoklesa aż po Prousta i Hemingway’a z czego łącznie jest ok 80 publikacji. Także zaczynam doszkalanie, od już.

    Nie wiem skąd on jest, nie wiem czyj, nie wiem jakim cudem jest w mojej szufladzie, ale tak widocznie być miało.

  7. mgielka said, on 04/01/2009 at 10:20 pm

    jaka niespodzianka, gwiazdkowa zapewne.
    chyba jedynym moim postanowieniem około noworocznym jest by zacząć chodzić do bibliotek.
    teraz też poczytuje ale wszystko w wersji elektronicznej i marzę o zapachu farby drukarskiej, albo choćby książkowego kurzu ;) ciszy pozbawionej szumu komputera :)

    miłej lektury :)

  8. e. said, on 04/01/2009 at 11:38 pm

    Anita, fascynujące lektury! Jeśli Ezop to bajki, to się nawet uśmiechniesz ;-) jeśli Iliada Homera, to Ci współczuję! :D Jeśli Księga Hioba z Biblii, to, o rany, odłóż, póki czas! jeśli Sofoklesowa Elektra – nawet się nie wynudzisz :-)

  9. villk said, on 05/01/2009 at 8:37 am

    Podczas urlopu przeczytałam około 10 książek w tym pierwszy tom Przeminęło z wiatrem liczący sobie około 600 stron. Tęsknię za drugim tomem, aby zmów przenieść się w tamte czasy. Tak wykształcenie humanistyczne ma coś w sobie ze szlafroka – upojnie rozkosznego lenistwa i teleportacji w czasie. Spokoju umysłu, którego mi tak ostatnio brakowało. Rzucam TV chłonę kolejne tomy.
    Ucałowania Sis.
    Tęsknię i czekam na Ciebie.

  10. LILU said, on 05/01/2009 at 11:09 am

    w liceum gdy miałam łacinę za każdym razem nauczycielka przekazywała nam wielkość klasyków i gwarantowała nam, że to jest to do czego należy się odnosić i co zawiera to wszytko co dalej nas otacza, to wszytko co nam dolega. wszytko zostało już napisane i powiedziane właśnie przez nich, a kolejne pokolenia tylko to interpretują. wtedy lekceważyłam to trochę, a teraz widzę, że jej przekonanie ma moc i sięgam nawet czasem po Platona :)

    uwielbiam zapach książek :)

  11. KJJ aka Bies said, on 05/01/2009 at 5:04 pm

    ;)

  12. ag said, on 05/01/2009 at 6:33 pm

    też uważam, że w tych czasach niestety każdy może pójśc na studia, tylko po to, by ‚mieć papierek’.. ja dlatego nie poszłam na studia, tylko na studium, by mieć jeszcze trochę czasu na zastanowienie się, co tak naprawdę chcę w życiu robić, z czego chcę być dobra.
    miło czytać, że Ty nie jesteś tą jedną z wielu pustych, chcących mieć tylko kilka literek przed nazwiskiem i nic więcej.
    a lektury w szkole to koszmar chyba każdego :)

  13. ag said, on 05/01/2009 at 6:35 pm

    choć co do tego , co lepsze: praktyka, czy teoria, to też przecież w dużej mierze zależy od kierunku, w którym zmierzasz :) np w przypadku archeologii, fotografi, czy wszelkich dziedzin plastycznych to chyba jednak wazniejsza jest praktyka, aniżeli znanie całej historii sztuki itp.. :)

  14. Julka_Zlotov said, on 05/01/2009 at 9:38 pm

    Wydaje mi się (z obserwacji), że bardzo niewielu młodych ludzi wie dokładnie, co ich interesuje i w czym chcieliby być ekspertami. A że, jak zauważyłaś, aife, wszyscy teraz mają „papierek”, więc ci niezdecydowani też chcą. W końcu bez niego mieliby trochę(?) mniejsze szanse na rynku pracy niż ludzie po studiach. Wiadomo, sam dyplom sprawy nie przesądza, ale jest przydatny.

    Bronię tych pogardzanych studentów „z przypadku”, ponieważ sama nie jestem studentką z pasją. Poszłam na studia filologiczne, bo po prostu lubiłam języki obce trochę bardziej od innych rzeczy. Teraz jestem bardzo rozczarowana, ale nie zamierzam rezygnować. Chcę wytrwać do końca i zdobyć wreszcie te kilka literek przed nazwiskiem, choć wiem, że drugi raz na tego typu kierunek bym nie poszła. Czy to mnie kwalifikuje to tych „wielu pustych” (wg ag)?

  15. królewna said, on 06/01/2009 at 7:54 am

    A ja lubię studiować. Szukać, odkrywać, doczytywać. Moją pracę mgr będę pisała z literatury, traktuję to jako przygodę, zacierając ręce z ekstycacji. Zajmować się literaturą też lubię i chcę w przyszłości z tego żyć :)

  16. solosetratadevivir said, on 06/01/2009 at 12:22 pm

    Obawiam się, że aby odnieść prawdziwą korzyść z Pisma Świętego nie wystarczy tylko jego przeczytanie, a literatura obowiązkowa o Piśmie Świętym stanowi objętościowo dużo więcej niż drugie tyle co ono samo :)

  17. aife said, on 06/01/2009 at 12:31 pm

    Dużo zależy od człowieka, jak wiadomo jedne z najczęstszych głupot katolicyzmu wywodzą się ze zbyt dosłownego czytania Biblii :)

  18. solosetratadevivir said, on 06/01/2009 at 2:50 pm

    Właśnie dlatego :) bo mówimy przecież o wykształceniu humanistycznym, a nie katolickim :) (czyt. „wychowaniu w wierze” hyhy)

  19. jedenascie said, on 06/01/2009 at 3:32 pm

    Och, no tak, wiadomo- Pismo Święte i klasycy. Ale zgubny bywa bardzo powszechny zwyczaj zbyt dosłownej interpretacji tekstów, które składają się na to pierwsze. A czasami i zbyt katolickiego podejścia zakładające na wstępie prawdziwość wszystkich dogmatów (których źródła niekiedy na próżno szukać w Biblii, bo ich przyczyną są mniej lub bardziej znaczące fakty historyczne). W końcu, mimo że często się ze sobą splatają, humanizm nie równa się katolicyzmowi, czy nawet chrześcijaństwu… :)

  20. telemach said, on 06/01/2009 at 4:05 pm

    „Praktycznie nie spotkałam się z nikim w moim wieku, kto poszedł na studia, ponieważ pragnął się kształcić.”
    A co zrobiłaś aby znaleźć?
    Zaznaczam, że nie jest to ani prowokacja ani zaczepka ani insynuacja nawet. Pytam wiedziony ciekawością. Ukłony.

  21. aife said, on 06/01/2009 at 5:35 pm

    Telemach, ale ja nigdzie nie zaznaczyłam, że szukałam tych właściwym, czysta obserwacja ludzi z najbliższego otoczenia :)

  22. mgielka said, on 06/01/2009 at 7:01 pm

    zastanawia mnie czy kiedyś młodzież lepiej wiedziała czego chce? młody człowiek dopiero poznaje ten dorosły świat gdzie trzeba podejmować decyzje.
    to trochę jak z tymi sześciolatkami które mają iść już do szkoły. wymagania wzrosną a dziecko pozostanie dzieckiem siłą natury.
    współcześnie ogólnie jest parcie na „sukces” i wielu zamyka oczy na to że ich rozwój ma swoje własne tempo. i trzeba wpierw spotkać to co się pokocha i zapragnie robić w przyszłości, by to wiedzieć. nie każdy ma to szczęście.
    by nadążyć za innymi idą bez przekonania.
    i kogo tu winić…

  23. aife said, on 06/01/2009 at 7:05 pm

    Kiedyś może nie tyle bardziej wiedzieli czego chcą, ale wydaje mi się, że bardziej ceniono możliwość kształcenia się i na uczelniach faktycznie się uczono. A może to tylko złudne gdybania.

    Parcie na sukces kreują w nas głownie rodzice. Prawda jest taka, że jeśli rodzice mają zdrowe podejście i tłumaczą dziecku, że nie papier będzie świadczył o tym, jakim są człowiekiem, nie wpłynie na nich również presja rówieśnicza/nauczycielska czy wyścig szczurów.

  24. mgielka said, on 06/01/2009 at 7:22 pm

    ze wszystkich mediów najważniejszy jest wpływ rodziców :) i to oni też uczą nas jak podchodzić do problemów i zadań czekających nas w życiu.
    ale często rodzice mimo swojego wieku sami są bezradni w obliczu wyzwań. źle przygotowani do bycia rodzicem, bycia jakimkolwiek pozytywnym przykładem.
    bywa że to dorastające dziecko dopiero musi odkryć samo jak należy postępować.
    obecnie media rozpowszechniające prace psychologów uświadamiają i pokazują nowe możliwości. kiedyś tego nie było. ale też świat nie pędził tak do przodu, ciągnąc za sobą na w pół ślepych ludzi ;)

  25. telemach said, on 07/01/2009 at 12:58 pm

    @aife: w takim razie mylnie odczytałem Twą wypowiedź jako wyraz żalu że jest tak jak jest. Osobiście sądzę że (przeważnie) dostajemy to o co prosimy, znajdujemy to czego szukamy a obdarzani zostajemy tym, na co zasłużyliśmy.
    Jakże często jednak w naszych nader ogólnych spostrzeżeniach dotyczących świata, który nas otacza przypominamy tego przysłowiowego Zyda ze znanej powszechnie anegdoty, który wytyka Stwórcy że pomimo uporczywych modlitw nie wygrywa na loterii. Stwórca na to: Mosze, daj mi szansę – kup los.
    Sądzę również, że pragnienie zdobycia wiedzy NIGDY nie było powszechną podstawą motywacji ogółu uczących się. Jest to smutne ale wg. mych obserwacji intelektualna ciekawość cechuje ludzi dojrzałych i stanowi wyjątek.

    Moc pozdrowień
    T.

  26. Malgosia said, on 07/01/2009 at 4:57 pm

    Oj, telemach piszesz tak:
    „Osobiście sądzę że (przeważnie) dostajemy to o co prosimy, znajdujemy to czego szukamy a obdarzani zostajemy tym, na co zasłużyliśmy.”
    Chyba to po lekturze Coelho o szukaniu skarbu :) jest takie uproszczone myslenie, swiat jest bardziej skomplikowany, a juz mowienie (nawet z dodatkiem przewaznie) o tym ze los obdarza nas na to na co zasluzylismy, jest nie do przyjecia… moze mam wiecej lat niz ty i wiecej doswiadczen, wiecej ludzi kolo mnie spotkalo takie nieszczescie ze nikomu nie zycze ale nie osmielilabym sie im nigdy powiedziec ze na to zasluzyli…

    Aife – wiedza=baza jak najbardziej.Ja wyrzucilam telewizor, zabralam sie do ksiazek, stokroc przyjemniejsze…

    wiesz dlaczego jestem z tym a nie innym mezczyzna? bo wiedzial jedyny sposrod moich dalszych i blizszych znajomych skad jest cytat „pod spod wiecej nic nie wdziewam, od razu sie lepiej miewam”, niektorzy twierdzili ze to powiedzial Linda w filmie „Psy”, ech oczytanie :)

    a tak poza tym jestem pod wrazeniem twoich zdjec… trzymam kciuki za twoja przyszlosc

  27. telemach said, on 07/01/2009 at 7:40 pm

    Droga Malgosiu, co do wieku spierać się nie będę. Co do doświadczenia – też nie. Co do uproszczonego myślenia: krytykę przyjmuję z pokorą. Istotnie jest ono uproszczone. Uproszczenie jednak celowe. O jedno błagam: nie traktuj mnie proszę narzędziem o nazwie Coelho bom alergiczny.

    Zdanie, że los obdarza nas PRZEWAZNIE tym na co zasłużyliśmy rozumiem w ten sposób, że suma naszej wiedzy o otaczającej nas rzeczywistości (zwana też czasem doświadczeniem) jest pochodną włożonego w zdobywanie tej wiedzy wysiłku. A wiedza warunkiem koniecznym postrzegania i skutecznego działania. Los natomiast jest na loterii.
    Wiem że to duże uproszczenie ale również dobry punkt do dalszych bardziej szczegółowych refleksji.
    Ukłony

  28. mgielka said, on 07/01/2009 at 7:50 pm

    ale jak można mówić że spotyka nas to na co zasłużyliśmy…
    .. każdy z nas startuje z innego miejsca. jedni wychowują się w rodzinach patologicznych inni dorastają w cieple domowego ogniska.
    owszem własną pracą można wiele osiągnąć, ale nie w każdym zaszczepiona jest ta świadomość.
    jedni do danego celu muszę przejść o wiele dłuższą drogę niż inni.
    więc jak można mówić że spotyka nas to na co zasłużyliśmy…

  29. Malgosia said, on 08/01/2009 at 12:55 pm

    Do telemacha:
    ciesze sie zes alergiczny na Coelho… ja tez :) na Coelho, na Whartona, dziwnie w Polsce umilowanych panow

    Twoje rozwazania pojelam, za szeroki to temat jednak i za bogaty by krotkim wpisem ujac wszystko co mi przychodzi na mysl.
    Pamietasz film Kieslowskiego „Przypadek” ?

  30. telemach said, on 08/01/2009 at 2:40 pm

    @mgiełka: przyznaję że brzmi to na pierwszy rzut ucha brutalnie a może nawet okrutnie.
    Zważ jednak, że świadomość nie jest jedynie „zaszczepiona”. Jest wynikiem pracy nad sobą, wynikiem wysiłku, pochodną niezliczonych, małych codziennych, ba cogodzinnych decyzji. To od nas zależy czy będziemy aktywni w zdobywaniu wiedzy, to my decydujemy o tym w jakim środowisku się poruszamy a jakiego unikamy. Od nas zależy ilość języków które nie stanowią dla nas tajemnic, jakość lektur, intensywność dyskursu ze światem. To od nas zalerzy czy jesteśmy otwarci na innych, na nowe i nieznane. To my podejmujemy decyzję czy pozostaniemy rano w pościeli czy przebiegniemy o świcie dajmy na to 10 km. Czy spędzimy wieczór biernie i bezrefleksyjnie przed gadającą skrzynką czy też odkryjemy coś nowego, wypróbujemy coś co pragniemy wypróbować.
    Nie twierdzę bynajmniej że każdy z nas ma swój los we własnych rękach i nieograniczone możliwości. Nie obdaroowano nas równo.. Ograniczenia istnieją. Każdy z nas ma jednak możliwość dokonania wyboru co ze swym potencjałem pocznie. Permanentną możliwość wpływu na jakość swych myśli, wiedzy i doświadczenia. I wynikającą z tego odpowiedzialność. Swiadomość to raczej nie szczepionka. Jednostkowa, obdarzona swiadomoscia egzystencja to szansa. Niektórzy z nas wykorzystują ją. Inni nie. W zaleznosci od tego jaka pojda droga ich zycie wyglada roznie.
    I w tym sensie mozna jak sadze powiedziec ze „spotyka nas przewaznie to na co zasluzylismy”. Ciekawe zycie lub nudne. Spelnione lub jalowe. Wypelnione szczesciem wynikajacym z pracy nad soba lub pracy nad tym co nas fascynuje lub nie4szczesliwe na skutek biernosci, umyslowego lenistwa i wygodnego strachu.
    Pozdrawiam.

  31. telemach said, on 08/01/2009 at 2:41 pm

    Errata: zależy, zależy, zależy. Brrrr Przepraszam.

  32. telemach said, on 08/01/2009 at 2:52 pm

    @Małgosia: Dziękuję za odpowiedź. A „Przypadku” niestety nie widziałem. Umknął mi dziwnym trafem. A moze nie dziwnym bo w latach 80-tych nie było mnie w Polsce zupełnie no i przegapiłem. Dziękuję za wskazówkę – postaram się nadrobić. Determinizm jest fascynującym tematem.
    Ukłony
    T.

  33. mgielka said, on 08/01/2009 at 4:39 pm

    telemach, zgadza się.
    chodziło mi konkretniej o to, że nie jesteśmy obdarowaniu po równo. sądzę że nastawienie na rozwój jest charakterystyczną cechą pewnych środowisk. są takie gdzie bezradność jest dziedziczona, i wpływ otoczenia jest na tyle silny że jednostka nie zdaje sobie w pełni sprawy ze swoich możliwości działania. są sytuacje kiedy otacza człowieka bierność i lenistwo, a wszystko co ponad nie zyskuje sobie aprobaty. ceniona jest np. zabawa. Jeśli jednostka, jest otoczona tylko takimi ludźmi, stara się o ich akceptacja i sama też wykazuję się takim działaniem na innych.
    wiem, że teraz wychowawczy przekaz np. medialny jest na tyle duży że dociera wszędzie i informuje o możliwościach wyboru. przynajmniej ja taki dostrzegam, ale nie zakładam że każdy miał taką dogodne warunki. nie każdy autorytet np. w szkole budzi zaufanie.
    ponad to, co z małymi wioskami… decyzją jednostki jest czy chce się z takiego miejsca wyrwać.
    ale też można rozważyć i przyjąć że szczęście dla każdego może wyglądać inaczej, w miejscach gdzie rozwój jest ograniczony, nie w rozwoju osobowości upatruje się sukces.
    ponad to, ludzie którzy otrzymali złe wzorce, tkwią w nich ze strachu? z lenistwa? ok, ale uważam że jeżeli brakuje wewnątrz siebie informacji (wiedzy) że mogę to zmienić. brakuje poczucia bezpieczeństwa w obliczu zmian, to jednostka może nie być w stanie się z tego wyciągnąć. pewne podstawowe cechy charaktery jak i owe poczucie bezpieczeństwa nabywa się w dzieciństwie i później mieć „szczęście” by spotkać się z pozytywnymi okolicznościami które ukażą i umożliwią jednostce większe pole manewru.

  34. mediafight said, on 09/01/2009 at 12:12 pm

    „[..]Wśród książek, obłożony podręcznikami i słownikami, w wygodnym szlafroku, z dala od rozrywek, młody człowiek miałby najlepsze warunki dla szybkiego opanowania głównych dyscyplin humanistycznych…[..]”

    I beg to differ.

    To nie jest humanizm.
    To romantyczny bełkot, bardzo atrakcyjny jeśli oceniać to powierzchownie, nie przeczę..ale ciągle bełkot.

    I jeśli iść tą drogą, kształci się w ten sposób ludzi oderwanych od świata i ludzi, swoją wiedzę na temat człowieka, czerpiących z zakurzonnych kartek i filozoficznych prawideł, nigdy nie sprawdzonych empirycznie.

    Tak więc ja się nie zgadzam.
    Się kłaniam.

    m.

  35. aife said, on 09/01/2009 at 12:19 pm

    Nie jest to bełkot jeśli zapoznałbyś się z całym tekstem, Stempowski właśnie nawołuje humanistów do wyjścia z książek i przebywaniu wśród ludzi. On ma zdrowe podejście.

    Jeśli chodzi o tego właśnie autora, to co jak co, ale jego twórczość nazwać bełkotem, bełkotem jest samym w sobie. Nie był on romantykiem, to po pierwsze, a po drugie jego wiedza przekraczała wszelkie normy i wydaje mi się, że wiedział co pisze.

    „I jeśli iść tą drogą, kształci się w ten sposób ludzi oderwanych od świata i ludzi, swoją wiedzę na temat człowieka, czerpiących z zakurzonnych kartek i filozoficznych prawideł, nigdy nie sprawdzonych empirycznie.”

    A tak nie jest?

  36. mediafight said, on 09/01/2009 at 1:18 pm

    Nie zabieram głosu w sprawie osoby Stempowskiego jako takiej.
    I nie trzeba być romantykiem -sensu stricto – by romantycznie bełkotać.

    Mój komentarz dotyczy pewnej postawy.
    Prawda?

    I jeśli pozwolić sobie mogę na cytat: ” Stempowski właśnie nawołuje humanistów do wyjścia z książek i przebywaniu wśród ludzi. On ma zdrowe podejście.”

    ..nie sądzisz, że z zaprezentowanego przez Ciebie fragmentu wynika coś zupełnie innego?

  37. aife said, on 09/01/2009 at 1:27 pm

    Nie poruszałam kwestii nastawienia Stempowskiego, tylko o jakim ważnym aspekcie wspomniał.

  38. mediafight said, on 09/01/2009 at 2:53 pm

    Oh nie, Miss Aife..
    Zaczynamy wściekle gonić swój ogon.

    Jest w jakaś nieścisłość w tym co piszesz, ale przecież ewidetnie być może.
    I nie ma sensu kruszyć o to kopii.

  39. aife said, on 09/01/2009 at 3:00 pm

    Ależ skąd, mi daleko do wściekłości, po urlopie jestem ostoją spokoju :-) Zatem a
    bez obaw, ani złości ani żalu we mnie nie ma.

  40. mediafight said, on 09/01/2009 at 3:27 pm

    Miałem raczej na myśli poziom zapętlenia się w dyskusji niż ewentualne negatywne emocje – moje bądź Twoje.

    Zawsze się czuję nieswojo, gdy dyskurs przybiera formę tłumaczenia tego co się napisało.
    ;)

    No worries.
    Przecież się nie kłocimy o nic.

  41. ciach said, on 02/05/2009 at 1:16 am

    służę pomocą w analizie Pisma Św., niedosłownie, nie tak, jak to zwykle słyszymy (lub nie), w kościele. dookoła mam pasjonatów, z tomami anglojęzycznych książek wyjaśniających, toteż sama korzystam. jeśli potrzebujesz coś zrozumieć, dla potrzeb własnych, służę. (:
    pozdrowienia.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: