I drink you in and breath you out
Psychoanalizuję księżyc. Siebie przez niego. Drugi dzień z rzędu odbiera mi mowę, gdy wschodzi na niebo. Pluję sobie w brodę, że nie mam aparatu pod ręką, choć nie wiem, czy jego piękna nie opisałby lepiej dotyk drugiej dłoni. Sięgam po nią bezczelnie i głaszczę kciukiem przegub i nadgarstek. Rozrysowuję historię, spisując wnioski. Zahipnotyzowana pięknem melancholijnej kuli wypowiadam niemo diagnozę. Splatam palce i czekam na koniec świata. Zwężone źrenice, przez wargi przemknął uśmiech. Czuję jak mgła oblepia moje policzki, obejmuje czule niewidzialnymi dłońmi. Woła gdzieś, chce zabrać wszystkie troski, przyciąga i nęci. Chłód burzy wszystko. Budynek, który zabrał księżyc psuje wszystko. Patrzę na swoją dłoń, leży bezwładnie na płaszczu bez śladu drugiej dłoni. Znów śnisz na jawie, naiwna ruda. Samochód skręca w świat z betonowej płyty, nie ma już księżyca.
“jeżeli Mały Książe uważał, że kiedy jest się smutnym, to lubi się patrzeć na zachody słońca…
..a później opierając się na tej teorii sama zrozumiałam, że kiedy jest się szczęśliwym to lubi się patrzeć w gwiazdy…
… to jacy są ludzie, którzy lubią patrzeć na księżyc? “
Piękne pytanie. Pomyślę nad nim.
za – To pytanie jest tak ujmujące, że odkąd tylko przeczytałam 16 listopada, to do teraz nad nim myślę. Już częściowo mam swoją własną odpowiedź, ale temat jest tak rozległy, że ciągle czuję niedosyt. Zapewne gdy tylko we mnie dojrzeje, to wrzucę na bloga i dam znać tu.
Widzę, że to cytat – bardzo by mi zależało się dowiedzieć, czy to fragment książki czy też twoje własne rozmyślenia?
[wersja 2 komentarza, bo pisząc go o tej porze narobiłam wcześniej trochę błędów.. ]
Pięknie pisane.
Ale mi tu wspaniale…. Oddycham.