Come to me
Zabić ciszę. Okiełznać hałas. Zamykam oczy. Parę głębszych wdechów, zaciśnięte pięści. Rozsadzająca energia skumulowana w czterech ścianach. Przykuta do krzesła, skrzydła spętane niewidzialną liną obowiązku. Schowane słońce, dziwny strach przed szarością. I tęsknota, chora, niezrozumiała… Po co, przecież wróci, odejdzie. Zniecierpliwienie, potrzeba, zawieszony w pyłkach kurzu erotyzm. Powietrze głaszcze skórę, stłumione światło wdziera się przez sploty ubrania. Westchnienie ulatuje przez przygryzione wargi. Wspomnienia rozplątują linę. Marzenia uwalniają. Sen na jawie.
Otwieram oczy… pustka. Proszę, zabierz mnie na spacer.
uwielbiam! dźwięk i słowo….