Chaos pod zamkniętymi powiekami
Jak smutna i samotna byłaby dusza bez demonów. Odwiedzają w snach, szturchają, wyciągają dłoń, która okazuje się moją własną. Sięgają po więcej. Szepczą do ucha, a ich słowa wychodzą przez moje usta. Tak bliskie, tak niebezpieczne, tak niezbędne do życia. Straszą po nocach, bym obudziła się z ulga, że poranek przyniósł spokój. I samotność, demony poszły spać. Zazwyczaj budzą się wieczorami, gdy słońce zmierza w dół. Głodne wyczekują księżyca i wyją ze zniecierpliwienia. Otępione pięknem gwiazd wpadają w trans, śpiewają skuteczne kołysanki dla rozumu, który posłusznie się wyłącza. Pędzą żyłami burząc moją krew. Męczą się zabierając mój oddech. Dzikość i uwolnienie. Zdeptany rozsądek, który głęboko śpi. Nieokiełznana demoniczność, bo spętana byłaby niczym. Ja i moje demony. Uzależniająca współzależność.

Bede bardzo szczera i dobitna. Dokladnie tak bym opisala swoje nocne leki i stany depresyjne u mojego psychologa. Ciesze sie ze nie jestem sama, nie znam stanu “spokojna noc”. czasem jest twrocza i motywujaca, napelnia glowe garsciami pomyslow i planow. ale zazwyczaj jest jak upiorny bachor co rozwala mi w glowie wszystko co ukladalam w ciagu dnia
pozdrawiam, Aga
Pieknie i wciągająco jak zwykle tylko czemu tak rzadko?