Zakazany owoc
W poniedziałek Sara poszła do żłobka po dwutygodniowej przerwie. Tak się złożyło, że ją odbierałam i byłam świadkiem pewnej sytuacji. W korytarzu, gdzie przychodzi się po maluchy i przebiera do wyjścia, wisiały ostatnie prace dzieci do odbioru przez rodziców. Tym razem były to narysowane kształty owoców, a w środku znajdowały się ponaklejane kawałki plasteliny. Równe kawałki, równe odstępy, wszystkie prace prawie jednakowe, a przecież to 2/3latki więc jak to możliwe?
Sara spytała gdzie jest jej obrazek, wytłumaczyłam, że dzieci je robiły jak ona była z rodzicami nad morzem i powiedziałam, że zrobimy plastelinowe owoce w domu.
Po przyklejeniu pierwszych kawałków plasteliny, przypomniałam sobie tamte prace i wydało mi się to wręcz smutne, że od małego uczy się ich jakiś szablonowych zachowań, ogranicza się je, nie przedstawia możliwości. Pokazałam Małej jak można paluchami rozetrzeć naklejone kawałki, porobić dziurki ołówkiem lub poodbijać kółka dzięki nakrętce. Sama po chwili wpadła na pomysł robienia kresek i tak dodatkowo wymieszała kolory.

Gdy patrzę na ten obrazek czuję olbrzymią radość. Widzę te drobne kształty, mazania, odbicia, widzę jej spontaniczność i radość z tworzenia.
Po tym wszystkim przypomniałam sobie o tekstach typu ‘nie ucina się kończyn’, ‘prześwietlone zdjęcie’. Wszystko ma być takie, a nie takie… Przestałam już nawet zauważać takie komentarze, jednak dotarło do mnie, że ograniczeń uczą nas od dziecka. Zaczyna się niewinnie od taśmowych prac w przedszkolach, a kończy na niespełnionych artystach z ABC fotografii jako wyrocznią.
Oni wiedzą lepiej jak patrzysz i co widzisz?
Może po prostu nie potrafią tak patrzeć.
Robisz najbardziej wrażliwe zdjęcia, z jakimi spotkałam się do tej pory. I właśnie najpiękniejsze w nich jest to, że nie wszystkie są ostre, symetryczne, pozbawione szumów, nieprześwietlone, odpowiednio wykadrowane, o naturalnych kolorach.
(a kiedy zobaczyłam to zdjęcie, gdzie Twój Mężczyzna Cię podnosi na łące, to serce zadygotało mi nieco szybciej i pomyślałam, że jak zadzwonię wtedy do pewnej osoby, to się ucieszy. i ucieszył :)
Miło mi czytać :) A tamto zdjęcie było głównie sprawką właśnie mojego Mężczyzny.
… poza wspólna ;)
no kto jak kto ale Ty wprost nie możesz się takimi znawcami fotografii przejmować.
nie potrafią patrzeć, po prostu :]
dobrze godocie Panienko! te wszystkie ograniczenia… przeswietlenia, centralne kadry itd.. czasami sil po prostu brakuje jak sie czyta takie komentarze…
Tak, od dziecka uczy się nas co robić a co nie, jak żyć kim być. Nakłada się na dziecko brak możliwości, brak chęci na więcej bo mogło by w przyszłości coś inaczej myśleć. Programy takie są układane przez państwo, a tam już wiedzą jak przygotować nowe społeczeństwo do życia dla państwa.
Wiem, mocne słowa i może za poważne, ale dzieci już od małego są uczone jednych “właściwych” zachowań, tych jedynych ograniczonych i ograniczających siebie :(
aż się wzruszyłam :) też mnie to strasznie drażni, że absolutnie wszystko jest takie, a nie inne, bo ‘takie są zasady’. tak jest wszędzie. na portalach fotograficznych, w przedszkolu jak już wspomniałaś, na maturze. to smutne :/
dobrze, że jesteś sobą. i że uczysz tego małej ;)
ps: coś mi Twoja strona nie działa dobrze. jest tylko tło.. : (
Zgadzam się ogólnie, że trzeba wychodzić poza szablony, że nie nalezy dać sie ograniczać, za czasem optyka patrzenia na piękno jest niemożebnie rózna.
Robiśz arcy-piękne zdjęcia, więc to nie będzie krytyka :)
Po prostu troszkę sie nie zgadzam. Szablonów uczy się dzieciaki,zeby podnosić ich sprawnośc manualna, nauczyc techniki. Dzieciaki sa szalenie twórcze, tylko w wieku przedszkolnym w grupie częściej dochodzi do głosu “owczy pęd” Powiedz dzieciom – “możecie zrobić kropki długopisem” – 99 % dzieci je zrobi…Jasne, jest za mało zajęć z kreatywnego,odważnego myślenia -(czy w ogóle są?) – ale też po prostu dosyc trudno je przeprowadzic w grupie 20 trzylatków. Ale zawsze – masz wybór. Swoje dziecko możemy uczyć odwagi w postrzeganiu i kreowaniu świara poza instytucjami.
A jeśli chodiz o fotografie – jasne, nie powinno być sztywnych ram. Podobnie jak w tancu, który trenuję. Tylko po porstu warto wiedzieć, co zrobić, żeby wyrazic dokadniete uczucia, które chce się wyrazic, jak ułożyc ciało, by okazać gniew (tanczę flamenco, wiec ekspresja jest szczególnie wazna),a jak radosc, oczekiwanie, nadzieję.o tego potrzebna jest wiedza, cwiczenia – żeby nie przybierac pozy zastępczej, bo nei potrafie innej.
Podobnie w fotografii? warto wiedzieć, co jest mocnym punktem kompozycji,jak dobrać swiatło, takie jakie chcesz (nawet jesli ktoś Ci powie,ze prześwietlasz zdjecie); tak żeby jasne było,ze to jest zamierzenie fotografa. I do tego potrzebne jest to ABC fotografa. Zeby wybrać swój styl.
Ale komu ja to mówię? Przecież jesteś fachowcem przez Duze F – i ja kocham te efekty, które osiągasz.
Pozdrawiam ciepło
Izo, tylko że ja ABC fotografa nie przeczytałam.
Flamenco jest tańcem który moim zdaniem jest bardziej podlegającym pewnym regułom niż fotografia ogólnie. Bo jest to konkretny rodzaj tańca, są pewnie dont’s, których nie wypada zrobić, które odróżniają flamenco od innych tańców. W fotografii takowych nie znam.
Droga Aife,
szalenie interesująco czyta się kogoś o prawdziwie własnych, najwłaśniejszych poglądach. Strasznieś jednak czarno-biała…
Introwertycy są kiepscy w przelewaniu myśli na papier. Ekran jeszcze dodatkowo ich onieśmiela, więc nie wiem czy zostanę dobrze zrozumiana.
Uwaga, uwaga! będzie nieudolna próba.
No, tego…
Ad rem: Przez zaniedbywanie podstaw i próby wyskoczenia z taśmy na siłę, mamy teraz czasy gdzie wylanie jajecznicy na brystol nazywane jest sztuką, bo zachwycanie się Memlingiem czy Wyspiańskim jest przecież takie stereotypowe i kiczowate…
Najpierw trzeba poznać te stereotypy, szablony, taśmy czy bariery żeby potem móc je przekraczać.
Zastanawiałam się właśnie kiedy ktoś mi to zarzuci, nie obalam podstaw, odczuwam żal po prostu, że nie pokazuje się możliwości, że się ogranicza młodych i starszych, to fakt. A pseudoartystów z mazem na kartce nie uważam za wartych uwagi, ale oczywiście i tu ktoś mi może zarzucić, że i ja patrzę w sposób ograniczony :-)
O tym samym myślę często i ja…. wystarczy, że uczeszę włosy inaczej i już muszę odpowiadać na pytanie: “Ale po co?” Od dzieciństwa wtłacza się dzieci w ramy, bo jednakowość gwarantuje przeżycie; oryginalność zaś i kreatywność wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem.
Powinniśmy wszyscy reagować tak samo i lubić te same rzeczy, mieć podobne dążenia i podobne szaleństwa….
Napisałaś przepiękny wpis, taki, po którym mam ochotę poznać Cię osobiście i usiąść z Tobą i pogadać, bo czuję, że byśmy się zrozumiały. Takimi wpisami, jka Twój i Twoimi zdjęciami mobilizujesz mnie do założenia w końcu porządnego bloga.
Pozdrawiam serdecznie!
sluszne i smutne jednoczesnie, ze otoczenia tak czesto nas wszystkich ogranicza
ja osobiście uważam, że nie tylko w fotografii, ale w każdej dziedzinie życia (nawet tych niezwiązanych z twórczością artystyczną) powinno się działać tak jak z przepisem na dobre danie: są pewne proporcje, kompozyty, składowe itp. na dobre danie, ale jest oprócz tego cała masa innych rzeczy, które można dodawać, albo odejmować w zależności od preferencji.
i tyle :)
tacy znawcy fotografii albo panie w przedszkolu czy żłobku patrzą na to wszystko od strony technicznej, a przeciez sztuka to nie wiedza teoretyczna i zastosowanie jej w praktyce, tylko głównie wyobraźnia i emocje, czyli to co wypływa z wnętrza. dla mnie Twoje zdjęcia są najbardziej niezwykłymi i najpiękniejszymi jakie widzialam bo po prostu widać że mają duszę.
niestety teraz żyjemy według planu, przedszkolaki już nawet nie mogą się uczyć czytać jeśli się do tego palą, bo na to jest czas w I klasie szkoły – paranoja
oby więcej takich artystycznych dusz jak ty a moze cos sie zmieni przynajmniej u niektórych w sposobie patrzenia na niektóre rzeczy :)
Fajny wpis, ja mojej siostrzenicy ograniczać nie będę, a że chyba będzie tak jak ja leworęczna, to dodatkowo motywuje mnie, by od małego pokierować ją w stronę sztuki.
btw. kocham ucinać kończyny i wpychać modelki w ciasne kadry:)
Amen!
:)
nie pamietam czy ci pokazywalem http://www.youtube.com/watch?v=17Ye368aQVk
WItaj
Od dawna podglądm twoego bloga i jestem po wrażeniem twich umiejętności.
Zwykle nie uczesticze w dyskusjach ale ta notka skłoniła mnie do zabrania głosu.
Co do zdjęć zgadzam się z toba w zupełności. Często przesunięty kadr, nieostrosć w złym punkcie czy prześwietlene decydują o niepowtarzalnym klimacie zdjęcia.
Jednakże nie mogę się z tobą zgodzić w kwestii dzieci. Tak się składa że przedszkole to mój drugi dom. jestem tam codziennie i mam przyjemność obserwować zarówno dzieci jak i nauczycielki. Nie wiem do jakiego żłobka tudziez przedszkola uczęszcza twoja siostra, jednak w “moim” przedszkolu nigdy nie zauważyłam aby dzieci uczono szablonowości “taśmowści” itp. Owszem uczy sie ich tego, że np. nie wolno “wychodzić za linię”, “trzeba to pokolorować na zielono” itd. ale ma to na celu naukę sprawności grafomotorycznej dziecka. To czy jablko jest czerwone czy fioletowo-zielono-żółte zależy tylko od dziecka. Prace które dzieci wykonują w przedzszkolach (nie tylko w moim) to przeróżny kolorowy misz-masz.
Wybacz że to powiem, ale dzieci na pewno nie są uczone bycia doskonałym, szablonowym. Nie moge się z tym zgodzć :)
Pozdrawiam
ps. nie jetem Nauczyielką przedszkola,naprawdę patrzę na to wszystko pół-obiektywnie :D
Skończyłaś już studia?
wiesz, masz dużo racji w tym co piszesz. Od dziecka wciskają nas w ramy i szablony. Kiedy tylko publikowałam gdziekolwiek zdjęcie, które nie mieściło się w takich ramach byłam krytykowana, ale zawsze wtedy mam w pamięci cytat “Świat pełen jest technicznie doskonałych, idealnie ostrych, lecz gówno wartych zdjęć”.
moze jako dzieci ktos tam usiluje nas poukladac ale pozniej to w duzej mierze sami dajemy sie wlozyc w ramki bo tak przeciez wygdoniej. wiec nie narzekajmy ze nas tam ktos wklada tylko szable w dlon i do dziela, zycie czeka!;)
Wydaje mi się, że właśnie niektórzy nie potrafią. Smutne to takie. Przypadków można zliczyć tysiące. W ostatnim numerze Twojego Stylu pani Bojańczyk w swoim felietonie doskonale poruszyła tę sprawę w modzie. Cekiny w dzień i jeansy do szpilek to dla niektórych sprawy niedorzeczne. Zamiast tego “na siłę” do weselnej sukienki szukają butów i torebki w identycznym kolorze ograniczając tym samym samych siebie.
..jakie to smutne, że większość ludzi dorosłych traci wyobraźnię i zabija wewnętrzne dziecko w sobie..
nie traćmy tego chociaż my ;D