Feel alive
Wzięłam się w końcu za zaległą fotorelację ze wspinania u schyłku maja. Przez ostatnie dwa tygodnie zdążyłam się nieco zespoić z miastem, które w sumie nie doskwierało mi jakoś strasznie. Gdy jednak zasiadłam do zdjęć z tamtych dni, gdy sobie przypomniałam… Nie tylko pragnę czym prędzej uciec w góry, do tego umieram z głodu wspinaczkowego. Patrze na rozbawione, a czasem pełne skupienia twarze Juśki, Łysego, Kubiceusza, Mata i swoją i potrzebuję tam wrócić.
To były dwa bardzo dobre dni, dobre i uczące. W pierwszym, a dokładnie to 24. maja ponownie puściła mnie Konarowa, tym razem spokojniej i pewniej. Pod koniec dnia starłam się jednak ze swoim charakterem. Złość na skałach nie popłaca, ale i czasem jest nieunikniona. Zostałam pokonana. Po wyciszeniu i kilku rozmowach przyszła pokora. Natura dała mi prztyczka w nos, a ja się uśmiecham na wspomnienie tej chwili i już zacieram ręce na następny raz.















26/05/2009 Sokoliki i moje pierwsze spotkanie z niesamowitą Płyta Kurczaba…

I raz jeszcze, tym razem ‘Kancikiem’.

W międzyczasie Kubiceusz i Łysy walczyli na wyjątkowo sypiącej się i parchatej drodze.

Ten dzień pozwolił mi zrozumieć pewną rzecz. Oglądając filmy o wspinaniu spotkałam się wielokrotnie ze stwierdzeniem, że gdy jest się tam, na górze, na pięknych drogach wysoko nad ziemią, nie czuje się strachu, a niewiarygodny spokój. Daję słowo, że tak właśnie jest… Oczywiście ja nie robiłam żadnej imponującej trudnościami drogi, ale z pewnością najpiękniejszą w moim życiu, bo dała mi uczucie lekkości i wolności. Zapomniałam o wysokości, nawet o tym, że w ogóle jest ze mną lina. Po prostu poruszałam się po skale otwartej na przestrzeń i z każdym kolejnym ruchem byłam coraz dalej od samej siebie. Po zjechaniu na dół czułam, jakby ta moja druga część została była nadal gdzieś indziej. Magia.


To tylko jeden z powodów, dla którego warto…

Zapewniam, że wcale nie najważniejszy.
Zdjęcia autostwa losowego wszystkich z ekipy.
“[...] Medytowanie czegoś to co innego niż robienie tego. Aby coś robić, musi istnieć “robiący” – czyli świadoma swego istnienia osoba, która daną czynność wykonuje. Ale gdy medytujesz czyn, to znaczy, że porzuciłeś już wszystkie myśli, nawet myśl o swoim “ja”. Nie ma więc “ciebie” w tym. Zapominając o sobie, starjesz się tym, co robisz, więc twoje czyny są swobodne, spontaniczne, bez ambicji, zahamowan czy lęków.”
/Dan Millman – “Droga miłującego pokój wojownika”/
pozdrówki :)
:)))
pozdrawiam również :)
cudownie! ja już też strasznie tęsknię za skałami! niestety na dłuższy wyjazd muszę zaczekać do września..
oj tak, złość nie popłaca w skałach, wiem coś o tym. ani pośpiech, choć czasem trzeba pociągnąć do góry, do następnej wpinki czy klamy ;)
to, czego uczą skały, to bycia tu i teraz, pełnej koncentracji na ruchu, jeśli tylko uda ci się stopić ze skałą.. jest twoja (:
To się nazywa wyczyn – spinać się po skałach ze sprzętem. Ogromnie podziwiam :).
dzięki raz jeszcze za odwiedziny! jeśli dobrze pójdzie to w następny weekend (nie ten najbliższy) uda mi się wyjechać w na Jurę południową. nie wspinałam się tam już 4 lata..
ale zazdraszczam cudnych zdjęć.. zazwyczaj wspinam się z ludźmi, którzy koncentrują się na drodze a nie robieniu fotek.. może we wrześniu się to jednak ciut zmieni :)
Abady- najwygodniejsze spodnie świata !!! :D
suuuuper…no i to ostatnie zdjecie…echhh:)
skałek nigdy jeszcze nie próbowałam, ale za to widzę że trenowałaś capoeire? :)
ja przez parę lat trenowałam,a le kontuzja mnie zdyskwalifikowała w tym sporcie..
komentuję pierwszy raz, ale czytam regularnie :)
zarażasz swoim optymizmem dziewczyno :) i to jak :)
pozdrawiam cieplutko znad morza :)
Moja przygoda z Capo zakończyła się już ładnych parę lat temu, ale wspominam jako cudowny czas :)
moja też, ale czas capo wspominam jako jedne z bardziej pozytywnych chwil w moim życiu :)
teraz tylko chyba się zestarzałam, bo ruchu u mnie zero. ale mam nadzieje że niedługo zmobilizuję się, żeby to zmienić :)
bardzo chciałabym się wspinać, ale jak na razie rodzicielka moja tak o mnie drżała, że z trudem zgodziła się na ściankę, nie wspominając o reakcji na pytanie czy może bym się mogła na kurs wspinaczkowy na skały wybrać. a najbardziej to marzy mi się łażenie po jaskiniach. ale przecież mam jeszcze czas. :)
wiem, to nieporównywalne, ale pamiętam kiedy po raz pierwszy ( po kilku dobrych próbach) udało mi się wejść na najtrudniejszą trasę na ściance. zmęczona, spocona i bardzo dumna, że znów udało się coś pokonać. i właśnie takie przekraczanie granic, które początkowo wydają się niemożliwe do przejścia daje siłę, żeby uwierzyć ile jeszcze można dokonać! :)
mam nadzieję, że będę mogła kiedyś doświadczyć takich prawdziwych, czystych emocji w naturze. :)
jedziemy sobie z wyprawy rodzinnej na szrenicę
jedziemy przez szklarską….
a tam na przystanku kto?
KUDŁACZ!!!
100% pewności dało mi spojrzenie na spodnie z czerwonymi wstawkami;););)
pozdrawiam
tak z punktu widzenia obserwatora i fana bloga ;p – nie moglabys o polowe zmniejszyc ilosci wyswietlanych wpisow na stronie?:) mysle ze wszystkim byloby wygodniej go ogladac, teraz masz dosyc dlugie wpisy i wieksza ich ilosc naprawde strasznie dlugo sie laduje… ;)
uwielbiam comę; cudowne są teksty Roguckiego (które, na szczęście, często się tu pojawiają);
coma mnie przygnębia, ale dzięki niej potrafię dobrze przeżyć złe dni, urzeka mnie sam Rogucki swoim fantastycznym głosem; dobrze, że tu są jego teksty
a góry? kocham je, bo tam gdzieś drzemie wolność i piękno; nie próbowałam nigdy wspinaczki, ale dużo jescze przede mną; to dobrze.
też jestem szczęśliwa,
pozdrawiam;]